4. O tym, czym jest
wolność dla mnie.
Kolejny dzień w szkole nie przyniósł niczego dobrego.
Panowała ponura atmosfera w związku z pogrzebem Megan. Po trzeciej lekcji całą
szkołą szliśmy najpierw do kościoła, na mszę, a potem na cmentarz. Nawet nie
skupiłam się na tych wszystkich żałosnych mowach, słuchałam ich tak, aby za
kilka następnych słów zapomnieć poprzednie.
- Tu, teraz w tym momencie i w tym ponurym miejscu
kojarzącym się wszystkim tylko z jednym, pragnę nie tyle, co udowodnić, ale
pokazać, jaka wąska granica panuje między życiem, a śmiercią. Jesteśmy panami
swojego losu, możemy robić z sobą co nam się podoba, ale nieraz nie mamy
najzwyczajniej do tego prawa. Megan również nie miała prawa. Niestety nie
zapewniliśmy jej pomocy i wsparcia, którego akurat w tym momencie potrzebowała.
Przez nasze zaniedbanie odebrała sobie życie fizyczne, a psychiczne swojej
rodzinie i przyjaciołom. Dla szkoły jest to niezwykła tragedia, ale zarówno jak
i przekaz, udowadniający, że śmierć jest wśród nas, otacza nas i w każdej
chwili może zabrać nas do siebie, z naszej bądź czyjejś winy. Drodzy uczniowie
i reszta zabranych tutaj osób – chcę wam powiedzieć, że życie to najcenniejszy
dar jaki macie, więc dbajcie o niego – bo bez życia niczego więcej nigdy nie
poznacie i nie zaznacie. Wy jesteście życiem i nadal nim pozostawajcie.
- Suz, a ty co sądzisz o śmierci? Czym dla ciebie jest
śmierć?
Rozejrzałam się po sali. Większość osób miała wpatrzone we
mnie oczy, oczekując nietypowej odpowiedzi na to całkiem proste pytanie.
Wychowawczyni stukała nerwowo palcami w blat biurka.
- Czym jest dla mnie śmierć? – zapytałam.
- Tak, takie zadałam ci pytanie.
- Na chwilę obecną czymś nieosiągalnym. Oczywiście,
mogłabym mi teraz spaść lampa na głowę i zabić albo jakiś niewykryty wulkan
mógłby wybuchnąć pod szkołą lub w odległości kilkunastu metrów, trując mnie
pyłem, ale takie rzeczy są mało prawdopodobne. Jednak odpowiem może na
łatwiejsze pytanie – z czym kojarzy mi się śmierć? Z wolnością.
- Dlaczego akurat z wolnością?
- Najpierw powiem czym dla mnie jest brak wolności,
niewola. Jest to całe życie w tym pseudo-cywilizowanym świecie. Jest to życie
wśród ogólnie przyjętych zasad, reguł, wytycznych i dobrych manier. Dam
przykład –podejmujemy decyzję, która według nas jest naszą decyzją, podjętą
tylko przez nas, co jest kompletną nieprawdą. Decyzje wszystkich ludzi, którzy
nigdy nie zastanawiali się nad sensem życia są decyzjami, które są o d p o w i
e d n i e. Nie są naszymi decyzjami z serca, ale są to decyzje, które akurat
odpowiadają przyjętym regułom i zasadom. Pewnie sobie teraz wszyscy pomyślicie
– nie, to niemożliwe, to są nasze decyzje. Nieświadomie podejmujcie je wraz z
systemem. Rzucenie szklanką o ścianę jest czymś nieodpowiednim i
nieodpowiedzialnym, bo takie są zasady. A co, jeżeli mam na to ochotę? Biorę
szklankę i ją rozbijam, nie martwiąc się o konsekwencje. A co jeżeli masz teraz
ochotę powiedzieć osobie obok jak bardzo cię denerwuje? Nie powiesz, bo to
byłoby niemiłe i zaburzyłoby ogólnie przyjęte zasady. Zrób to, skoro dzięki
temu będziesz szczęśliwy. Ah tak, to egocentryczne. Tak jak wszystko w tym
świecie. Nawet pozorując działalność w jakiejś parafialnej akcji charytatywnej,
wszyscy mają gdzieś to, że sąsiad z dołu zdycha, a ty wywalasz żarcie do
śmietnika, bo niedobre. Zostańcie wolontariuszami i śmiejcie się z chorych
umysłowo, którzy nie mają bladego pojęcia o większości uczuć, których wy
doznajecie. Wiecie co to jest to wszystko? Życie w tym systemie, w którym
żyjemy.
A teraz odpowiem na pytanie – dlaczego śmierć jest dla mnie
wolnością i dlaczego kojarzy mi się z wolnością? Śmierć jest zwolnieniem z
obowiązków, zasad, reguł, kontaktów, które nas zniewalają. Nie możemy robić
wszystkiego, co ma na celu uczynić nas wolnym, istnieje takie coś jak Kodeks
Karny, który blokuje większość naszych działań.
Bo brakiem wolności jest słuchanie informacji o polityce i gospodarce
kraju, jest to zobowiązywanie się co do niektórych ludzi, jest to chodzenie do
szkół czy pracy. Niewolą jest życie na tym świecie, bo przecież musisz
postępować zgodnie z przyjętymi zasadami i regułami, inaczej zostaniesz nazwany
dzikusem i życie będzie jeszcze gorszą nędzą. A co daje śmierć? Powiedz mi, co?
Uwalnia od wszystkich obowiązków i decyzji, od wszystkich ludzi, którzy nas
niewolą i powoli niszczą swoimi osobami.
- To bardzo ciekawe i dość… oryginalne. To, co
powiedziałaś.
- Nie pojmuje tego pani. Wy również tego nie pojmujecie –
rozejrzałam się po twarzach zdziwionych rówieśników – bo to, co powiedziałam
złamało przyjęte przez was wszystkich zasady i dlatego tego nie rozumiecie.
- Twoje poglądy są trochę mylne… - odezwał się niski głos z
kąta sali.
- Doprawdy? – zapytałam zaciekawiona.
- Śmierć nie jest wolnością. W przypadku samobójstwa jest
ucieczką. A odbieranie sobie życia jest, tak, czymś niestosownym. Ale nie
dlatego, że nasze zasady tego nie przyjmują do świadomości, ale dlatego, że
nawet nie mając tych zasad, i tak samobójstwo pozostaje czymś złym.
- Dobrze już, dajcie spokój… idźcie w przyszłości na
filozofię – westchnęła nauczycielka.
- A co z oryginalnością? Sama jesteś taka… niedookreślenia,
więc powiedz mi, co sądzisz na temat oryginalności.
- Dla większości to zwykłe pozerstwo, dla innych chęć
wyróżnienia się spośród szarych, systemowych dzieł natury, a dla jeszcze
innych, czyli dla mnie to tak, jest to łamanie zasad. W pewnym sensie. W
maleńkim stopniu bycie oryginalnym pomaga mi być wolną – uśmiechnęłam się
dumnie.
- Steve – podał mi rękę.
- Suz. Interesujesz się polityką?
- Tak. Moje poglądy są lekko liberalistyczne, bardziej
minarchistyczne a mniej anarchistyczne, ale wszystko się łączy.
- Pewnie jesteś kolejnym antyfanatykiem Monteskiusza i
pragniesz zniesienia trójpodziału władzy lub bardziej zminimalizowania go.
Zgadłam, prawda?
- Tak, skąd wiedziałaś?
- Witam w szarym, systemowym świecie, w którym każdy twój
ruch będzie mi do przewidzenia. Teraz zapewne zapytasz się gdzie mieszkam, tak?
- W sumie… miałem to w planach. Więc teraz rozumiem…
nieokreślona buntowniczka na czele tłumu składającego się tylko z twojej osoby,
starająca się zmienić świat i wprowadzić w niego swojego poglądy? Coś ci
wyznam… Twoje poglądy to czysta anarchia i black metal. Gdyby każdy tak żył, to
wszyscy płonęlibyśmy ogniem i dymilibyśmy się na czarno.
- A czy ja namawiam kogoś do mojego stylu życia?
- Hm… nie wiem. Ale wydaje mi się, że wszystkich swoich
najbliższych starasz się przekabacić na stronę ‘zła’ – wykonał w powietrzu
ironiczny cudzysłów.
- Mylisz się.
5. Wolę kiedy nie
mówisz ‘nic’.
- A teraz słucham – zaczęłam.
- A co chcesz wiedzieć?
- Choćby ile miałeś już dziewczyn. Masz ładną buźkę, więc
pewnie wiele.
- A co jak powiem, że żadnej? – spojrzał się na mnie
pytająco.
- Nie żartuj.
- Nie żartuję – odparł Steve – tyle, że to nie kwestia
mojego wyglądu bądź szukania odpowiedniej partnerki. Jest to tak szeroka
kwestia, że nie zrozumiesz jej.
- Czemu od razu zakładasz, że nie zrozumiem?
- Bo to wiem. Jesteś inną osobą. A Ty ilu miałaś chłopaków?
- Niewielu…
- Więc nie zrozumiesz. Bo ja wierzę, że miłość jest tylko
jedna. Tylko jedna jest ta prawdziwa, poważna i na całe życie. A w tym wieku
związki nie są poważne i opierają się tylko na cielesnym dogadzaniu sobie. A
nie o to przecież chodzi.
- Masz całkowitą rację. Należało mnie również spytać, czy
któregokolwiek z nich kochałam… Wiesz co by było odpowiedzią? Nie.
- Ty naprawdę nie rozumiesz. Ja nie chcę się wiązać, bo to
równa się z miłością i zobowiązaniami, których w związkach w tym wieku nie ma.
- To najwidoczniej jesteś za mało dojrzały by stworzyć taki
związek, drogi Stevie. Do zobaczenia kiedyś tam – pomachałam mu w powietrzu,
odchodząc. Dlaczego odeszłam? To interesujący facet, ale cholernie nienawidzę,
gdy ktoś się nie zgadza ze mną, moimi zasadami i stara się wmówić mi swoje.
Nauczyciele to inna sprawa, ale on mnie zirytował bardzo. Być może tym, że miał
cholernie sporo racji… Szesnaście wiosen na karku wcale nie zwalniało mnie z
prawdziwej miłości, choć przy dokładniejszych zastanowieniach w ogóle jej
brakowało w moim życiu. Pomimo starszych chłopców… Raphael. Był trzy lata ode
mnie starszy, ale jeszcze bardziej niedojrzały niż ja. Lubię starszaków, bo
liczę, że czegoś się przy nich nauczę, nauczę się życia. A przy nim
dostrzegałam jak bardzo, pomimo prawnej dorosłości, jest niedojrzały i
nieodpowiedzialny. I nieuczuciowy. Żadna dorosła osoba nie zabiera serce
drugiej, raniąc ją prosto w oczy. Choć i w tym kawał mojej winy. Za bardzo mu zaufałam,
a na moich oczach przyprawiał mi rogi. Oczywiście nie dosłownie, bo niczego
nigdy nie zauważyłam, ale wystarczyło, że wspomniał, że się z kimś spotyka, to
mnie nic nie obchodziło, bo mu ufałam. I na co mi to było? I na co jest mi to
wspominanie. Z każdą następną sekundą, minutą poświęconą wspominaniem jego
osoby coraz bardziej za nim tęsknię. Kochałam go, być może kocham, ale tego
nigdy sobie nie uświadomię, nigdy do tego nie dojdę. Nie czas.
Właściwie czemu ciągle to wspominam? Bo brakuje mi osoby, o
której mogłabym teraz myśleć. Także jak przystało na prawdziwą nastolatkę,
wciąż wspominam, nie mając nic innego do roboty. W takich chwilach jedyne, o
czym myślę, to wyrwać się z tej obsesji, znaleźć sobie kogoś, nowe hobby,
cokolwiek.
Następny dzień w szkole był identyczny jak poprzedni.
Doliczając Steve’a, który szukał nowych znajomych. Z jego rozmów
wywnioskowałam, że nieświadomie. Opowiadał mi o jego nielicznych znajomych z
wyboru, którzy go poznali i zrozumieli, bo on nie chce mieć znajomych, którzy
nie rozumieją go, bo jest tak bardzo trudny, blablabla.
- Więc czemu wprost nie powiesz ‘kandydatom na stanowisko
twojego znajomego’ kim jesteś? – zapytałam zmęczona słuchaniem.
- Bo nie o to chodzi w poznawaniu znajomych – fakt, ma
rację. – Jeśli chcesz kogoś poznać, nie powiesz mu wprost ‘cześć, jestem
Suzannah, jestem dziwna, bo gadam o śmierci, że jest wolnością, mam depresję,
ale boję się coś sobie zrobić, bo jestem na to zbyt delikatna, no i ah tak,
świat nie odkryłby mojej wyimaginowanej inteligencji i geniuszu, którym staram
się zarazić innych’. Tak im powiesz? – powiedział sarkastycznie naśladując mój
głos.
- Wiesz co, wypierdalaj. Nikt nie będzie mówił mi wprost w
ten sposób co o mnie sądzi. Możesz sobie myśleć co chcesz, ale w ten sposób do
nikogo nie powinno się mówić! – wybuchłam.
- Bo co, bo to łamie ogólnie przyjęte normy i zasady? –
zaśmiał się – Jestem bardziej inny niż ta cała systemowa reszta bardziej niż ci
się wydaje. Przemyśl poznawanie mnie Suz.
- Ja się ciebie o nic nie prosiłam.
Odeszłam od niego, siadając w innej części korytarza.
Dręczyło mnie jedno; czy wszyscy faktycznie tak mnie postrzegają? Wychodzi na
jedno, staram się być na siłę sobą, jednocześnie będąc kimś innym. Udaję życie
w amerykańskim filmie. Jestem zwykłą pozerką. On ma rację. I jest mi potrzebny.
Obydwoje wiemy o tym i specjalnie mi to powiedział, specjalnie bym zrozumiała,
jak bardzo on jest tym, kim chcę ja być. Tylko on nie udaje nikogo. Naprawdę
jest sobą, naprawdę tak sądzi, nie głosi prawd ogólnie każdemu znanych, tylko,
że męczące by było uzupełnianie się w nich. Ciągle mam strasznie mieszane
myśli, z jednej strony uświadamiam sobie, że naprawdę jest we mnie coś innego,
a z drugiej, wiem, że to ściema…
Zadzwoniłam do Steve’a.
- Cześć, tu Suz. Możemy się spotkać? – zapytałam pewnie.
- Tak. Za 15 minut pod wierzą kościoła – rozłączył się
pośpiesznie. Dobrze, że miejscowość, w której mieszkam jest naprawdę mała, także
wszędzie mam około pół godziny drogi.
- Więc jak? – zapytałam, widząc go.
- Wiedziałam, że będziesz chciała się spotkać. Doszło do
ciebie, że tak naprawdę jeszcze jesteś dzieciakiem z marzeniami bez celu?
- Jakby. A ty nie bądź taki pewien wszystkiego.
- Równie dobrze – przybliżył swoją twarz na odległość kilku
centymetrów od mojej – mógłbym rozkochać sobie ciebie we mnie, nawet jeśli nie
jestem super piękny. Wiesz jak to się nazywa? Charyzma, której reszta osób z
wiekiem z końcówką –naście nie ma.
- Mówiłam ci, nie bądź taki pewien wszystkiego –
uśmiechnęłam się.
- Co chcesz wiedzieć?
- Jak ty to robisz. Jesteś inny jak reszta, w ogóle tego
nie ujawniając, nie korzystając z tego i będąc jednocześnie sobą. Jak?
- Odmienność nie polega na noszeniu bojówek, słuchaniu
metalu i obnoszeniu się z tym. Nadążasz?
- Tak, nie wygłupiaj się.
- Jak pewnie sama zauważyłaś, co zasługuje na skromne
gratulacje, wszyscy są tacy sami i niczym się nie różnią. Ale więcej jest
odmieńców niż tak naprawdę sądzisz. Po prostu inteligentniejsze osoby się z tym
nie obnoszą, bo to po prostu im by zaszkodziło. Miej dobre oceny bez zgłaszania
się do odpowiedzi. Interesuj się polityką bez szóstki z wychowania o
społeczeństwie. Chciej być kimś, bez mówienia o tym wszystkim. Wiesz dlaczego?
Bo gdy zaczynasz odnosić sukces, ludzie zaczną ci go zazdrościć. A każda inna
osoba odniesie sukces. Jeżeli nie będzie się zbyt wyróżniać ani ujawniać.
- Tak, czyli każda osoba w skórze i z gitarą na plecach jest pozerem?
- Nie. Po prostu ma swoje zainteresowania, które odwracają
uwagę od ich płytkiej osobowości. Bo tak naprawdę tylko to ich obchodzi.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz.
- A co, masz coś do zaoferowania oprócz glanów? Może
jeszcze rysujesz anime, grasz na gitarze lub masz w szafie tylko czarne ciuchy?
– spojrzał się na mnie – Sądząc po twojej minie nie masz nic więcej do
zaoferowania.
- Więc pokaż mi jak to jest być tobą. Uważać się za tak
wartościową osobę przy każdej nowej duszy, którą poznasz.
- Może.
Wiesz co stwierdzam? Że trzeba by zajebiście inteligentną osobą, żeby pisać coś takiego.
OdpowiedzUsuńCzuję, że coś będzie między nimi i czeka nas jeszcze parę ciekawych dialogów :>
- M
zgadzam się z Mad, totalnie! ciekawi mnie to i podoba mi się ten Steve :>
OdpowiedzUsuńcat
Pamiętam, pamiętam to! uwielbiam ten fragment o wolności :D W ogóle to opowiadanie przypomina mi o Tobie takiej wiecznie smutnej :c
OdpowiedzUsuńKaś
ten koleś jeśli jest przystojny jak sobie wyobrażam i ma taki charakter jak tutaj jest zajebiście pociągający :D / G
OdpowiedzUsuń