Co do mojego pisania to wiecie, nic nie obiecuję, że będę systematycznie pisać i w ogóle, zobaczymy jak to będzie :D
_____________________
„Wydało mi się, że sam
stałem się częścią jakiejś źle napisanej powieści.” H. Murakami
1. Za każdym razem,
gdy pada deszcz, umiera jakaś znajoma osoba.
Następne strugi kilku powiązanych ze sobą związków
chemicznych przewijały się przed moją osobą, zostawiając na niej wiele śladów
swojej obecności. Krople deszczu pozostawały na mojej kurtce przez kilka
sekund, następnie parowały i zastępowały je nowe, o innym kształcie, ale w
sumie te same. Krople deszczu można porównać do ludzi. Mijają nas, czasem
pozostają na dłużej, ale i tak większość z nich odchodzi, zamieniona na nowe
postacie.
Pokonawszy następne kilkaset metrów, zatrzymałam się przed
wystawą sklepu ze sprzętem elektronicznym. Na jednym z kilkudziesięciu calowych
telewizorów były emitowane wiadomości z ostatniej chwili. Przystojny młody
prezenter z najmodniejszą fryzurą w tym sezonie i śnieżnobiałymi, równymi
zębami opowiadał o następnych pogodowych doniesieniach z kraju. Zalane ulice,
wylewające rzeki, pozrywane dachy, Iinie telefoniczne i wysokiego napięcia. Nie
nowość, dzieje się to co roku i co roku rząd robi taką aferę. Wiadomo, ludzka
tragedia i niecodzienne anomalie pogodowe, ale codziennie umiera kilkanaście
osób i nikt nie robi z tego takiego zdarzenia. No chyba, że jest to jakaś ważna
postać – wtedy to co innego. Ogłoszenia w wiadomościach i gazecie, do tego masa
informacji na portalach plotkarskich w Internecie, krótkie informacje w radiu.
Potem tygodniowy pogrzeb emitowany przez 90% kanałów, które mam. Do tego
również się przyzwyczaiłam.
Jakaś krucha postać oparła rękę na moim ramieniu. Staruszka
z siwym kokiem i w firmowej czapce z daszkiem wręczyła mi ulotkę o otwarciu
nowej kawiarni. Odchodząc, obejrzała się jeszcze raz na mnie i wręczyła ulotkę
śpieszącemu się mężczyźnie z czarną, biurową teczką.
- Co taka panienka robi w taką pogodę na dworze?
Podskoczyłam, widząc przede mną ową garbatą cygankę, która
właśnie to powiedziała. Starałam się ją wyminąć; zatrzymała mnie.
- Proszę poczekać. Przepowiem pani za darmo wróżbę. Mogę?
- Jeśli zajmie to mało czasu to proszę – odpowiedziałam
znudzona.
- Przecież i tak panienka się nie śpieszy. Woli by jej nic
nie ominęło i uważnie się wszystkiemu przygląda. Ciekawią panienkę ludzkie
problemy i ich myśli. Jest panienka bardzo miłą osobą i stara się jak może, by
być kimś w życiu. Kimś innym.
- To wiem – odparłam szybko – chyba wiem.
Spojrzała mi uważnie w oczy. Jej tęczówki były czarne jak
smoła, nie dostrzegłam granicy między źrenicą a następną częścią oka. Twarz
miała pokrytą plamami, nie wiem od czego, może to jakaś choroba. Do tego
zmarszczek miała tak wiele, że mogłabym je liczyć dniami. Obrzydzała mnie tak
bardzo, jak może obrzydzać starszy człowiek. Nie, nie wyglądem. Obrzydzała mnie
swoimi doświadczeniami i poprzednim byciem, którego skóra była
odzwierciedleniem.
- Uważaj na to, co chcesz zobaczyć. To cię zniszczy –
powiedziała, nie mrużąc nawet oczu.
- Co proszę? – zapytałam zaskoczona.
- Uważaj na swoje pragnienia. Zniszczą cię.
Odeszła pośpiesznie, zostawiając mnie z dziwnym natłokiem
myśli. Wiem, że to nieprawda, nie wierzę w horoskopy i inne tego typu bujdy,
szczególnie jeśli są od przypadkowych ludzi spotkanym na ulicy, ale to… to
sprawiło, że teraz będę myśleć o tych słowach przez następny cały dzień.
- Gdzie byłaś? Chora będziesz.
Zdjęłam kurtkę, odwiesiłam ją na wieszak, ściągnęłam buty i
włączyłam wodę na herbatę.
- Przejść się. Ile można siedzieć w domu.
- Ale w taką pogodę…
- Daj spokój.
Nancy zrobiła skruszoną minę. Zawsze ją robi, gdy jest jej
smutno albo głupio. W tym wypadku głupio.
- Zrobiłam spaghetti na obiad. Nałożyć ci? – zapytała po
chwili ciszy.
- Nie jestem głodna.
- Na pewno? Myślę, że dobre mi wyszło i…
- Mówię przecież, że nie jestem głodna.
Spojrzałam na jej rozbity wzrok. Nie rozumiem jak, do
cholery, można być taką wrażliwą osobą. Podniesiony głos o jeden ton to dla
niej powód do płaczu. Wichura w mieście położonym na drugiej półkuli to
następny powód do płaczu. Rozbity talerz to również powód do płaczu. Nawet
pierwszy znaleziony siwy włos na głowie taty to też powód do rozłamu. Wtedy
ojciec tylko podchodzi do niej, obejmuje ją w pasie i głaszcząc po głowie mówi,
że taka kolej rzeczy. Swoją drogą to nie
mam pojęcia jakim cudem tata zakochał się w Nancy. Bo mówił wiele razy, że ją
kocha. Nancy jest tak drobna, tak krucha i tak wrażliwa, że wydaje się być
czymś bardziej narażonym na stłuczenie niż chińska porcelana. Jej głos jest
piskliwy, często brzmi jak zapłakany. Nienawidzę słuchać jej opowieści z dnia.
Wszystko mówi tak dokładnie tym swoim głosem baranka, że czasem mam ochotę
wyjść i tego nie słuchać, bo aż niedobrze mi się robi. Lub po prostu źle. Nancy
bardzo się przejmuje. Wszystkim. O tym już wspomniałam, ale czasem jest to
naprawdę dobijające. Mój ojciec chyba kocha ją pocieszać. Jest w takim razie
naprawdę troskliwym i wyrozumiałym człowiekiem.
Włączyłam głośno muzykę i położyłam się na łóżku z kolejną
książką Murakamiego w ręku. Pogrążyłam się w lekturze, choć nie na długo. Cały
czas w głowie miałam słowa tej staruszki. „Uważaj
na swoje pragnienia” – co to ma znaczyć?
Jakie ja mam pragnienia? Niewiele ich jest. Promocja do
następnej klasy z wyróżnieniem, piękna sukienka na balu w ostatniej klasie,
zakochać się i takie tam. Typowe marzenia typowej nastolatki.
W końcu do mnie doszło, że tak naprawdę nie są to moje
pragnienia. Są to marzenia jakiejś dziewczyny, będącej we mnie, wyglądającej z
zewnątrz trochę jak ja i trochę jak zwykła amerykańska dziewczyna. Tyle, że to
nie byłam naprawdę ja. Moje pragnienia wyglądały inaczej. Tylko jeszcze nie
wiem jak…
Kończąc siedemdziesiątą stronę „Kroniki ptaka nakręcacza”, usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Zobaczyłam
na wyświetlaczu imię mojej najlepszej przyjaciółki. Odebrałam, zostawiając
książkę i potarganą pościel.
- Słucham? – powiedziałam do mikrofonu.
- Suz, nie uwierzysz. Megan nie żyje.
- Jak to? – spytałam zaskoczona.
- Powiesiła się na żyrandolu. Chociaż nie, nie to jest
najlepsze. Wiesz czemu to zrobiła? – mówiła podekscytowana.
- Nie wiem. Czemu?
- Wczoraj Luke z nią zerwał! Bo niby go zdradzała czy coś
takiego. Oczywiście to nieprawda, po prostu jej nie chciał, słyszałam, że rwał
do Natalie, a Megan tylko mu przeszkadzała. Teraz już w ogóle ma luz – zaśmiała
się.
- Eve, dobrze wiesz, że to nie jest śmieszne.
- No nie jest, nie jest, ale żeby zabijać się z powodu
chłopaka? Trochę głupie.
- Nie trochę tylko bardzo. Uważam, że nikt nie zasługuje na
to by przez kogoś się zabijać. Ale to sprawa psychiki. Najwidoczniej Megan
miała ją bardzo słabą.
- Może i tak. Będziesz szła na jej pogrzeb?
- W sumie nie kolegowałam się z nią, ale znałam, więc
pójdę.
- No wypadałoby.
- Nie wypadałoby. Robi się to, co uznajesz za stosowne, a
nie to, co ci wypada.
- A ty znów się czepiasz…
- Tak, czepiam się.
Nastąpiła dłuższa chwila ciszy.
- Kiedy ten pogrzeb?
- Jeszcze nie wiadomo. Jak się dowiem to od razu zadzwonię.
- Dobrze. To cześć.
- Pa – odpowiedziała. Rozłączyłam się, ponownie powróciłam
do lektury.
To było dość dziwne. Nie znałam Megan, ale nie wyglądała na
dziewczynę, która mogłaby się zabić przez chłopaka. A jednak.
Szybko zapomniałam o tej dziewczynie, skupiając się na
ważniejszych dla mojej osoby faktach. Wciąż w mojej głowie pojawiał się obraz owej
staruszki, w kółko. Czułam jej zapach, trochę nieprzyjemny, lecz bardzo
przenikający. Wzięłam ręcznik z szafki i wzięłam szybki prysznic. Czułam jej
zapach na sobie, jakby mnie otaczał i mogłabym go zmyć strugami ciepłej wody.
To było okropne uczucie. Od kilkunastu minut moją mantrą było dokładne
spłukiwanie ciała, jakby to miało coś dać. Jakby była jakaś tego przyczyna. Nic
się nie dzieje. Nic. Uspokoiłam się. Nic.
Fajne, fajne! Ale nie wiem jak jakiś Twoje opowiadanie mogłoby nie być fajne xd
OdpowiedzUsuńKaś