czwartek, 9 sierpnia 2012

1.


Co do mojego pisania to wiecie, nic nie obiecuję, że będę systematycznie pisać i w ogóle, zobaczymy jak to będzie :D

_____________________


„Wydało mi się, że sam stałem się częścią jakiejś źle napisanej powieści.” H. Murakami

1. Za każdym razem, gdy pada deszcz, umiera jakaś znajoma osoba.

Następne strugi kilku powiązanych ze sobą związków chemicznych przewijały się przed moją osobą, zostawiając na niej wiele śladów swojej obecności. Krople deszczu pozostawały na mojej kurtce przez kilka sekund, następnie parowały i zastępowały je nowe, o innym kształcie, ale w sumie te same. Krople deszczu można porównać do ludzi. Mijają nas, czasem pozostają na dłużej, ale i tak większość z nich odchodzi, zamieniona na nowe postacie.
Pokonawszy następne kilkaset metrów, zatrzymałam się przed wystawą sklepu ze sprzętem elektronicznym. Na jednym z kilkudziesięciu calowych telewizorów były emitowane wiadomości z ostatniej chwili. Przystojny młody prezenter z najmodniejszą fryzurą w tym sezonie i śnieżnobiałymi, równymi zębami opowiadał o następnych pogodowych doniesieniach z kraju. Zalane ulice, wylewające rzeki, pozrywane dachy, Iinie telefoniczne i wysokiego napięcia. Nie nowość, dzieje się to co roku i co roku rząd robi taką aferę. Wiadomo, ludzka tragedia i niecodzienne anomalie pogodowe, ale codziennie umiera kilkanaście osób i nikt nie robi z tego takiego zdarzenia. No chyba, że jest to jakaś ważna postać – wtedy to co innego. Ogłoszenia w wiadomościach i gazecie, do tego masa informacji na portalach plotkarskich w Internecie, krótkie informacje w radiu. Potem tygodniowy pogrzeb emitowany przez 90% kanałów, które mam. Do tego również się przyzwyczaiłam.
Jakaś krucha postać oparła rękę na moim ramieniu. Staruszka z siwym kokiem i w firmowej czapce z daszkiem wręczyła mi ulotkę o otwarciu nowej kawiarni. Odchodząc, obejrzała się jeszcze raz na mnie i wręczyła ulotkę śpieszącemu się mężczyźnie z czarną, biurową teczką.
- Co taka panienka robi w taką pogodę na dworze?
Podskoczyłam, widząc przede mną ową garbatą cygankę, która właśnie to powiedziała. Starałam się ją wyminąć; zatrzymała mnie.
- Proszę poczekać. Przepowiem pani za darmo wróżbę. Mogę?
- Jeśli zajmie to mało czasu to proszę – odpowiedziałam znudzona.
- Przecież i tak panienka się nie śpieszy. Woli by jej nic nie ominęło i uważnie się wszystkiemu przygląda. Ciekawią panienkę ludzkie problemy i ich myśli. Jest panienka bardzo miłą osobą i stara się jak może, by być kimś w życiu. Kimś innym.
- To wiem – odparłam szybko – chyba wiem.
Spojrzała mi uważnie w oczy. Jej tęczówki były czarne jak smoła, nie dostrzegłam granicy między źrenicą a następną częścią oka. Twarz miała pokrytą plamami, nie wiem od czego, może to jakaś choroba. Do tego zmarszczek miała tak wiele, że mogłabym je liczyć dniami. Obrzydzała mnie tak bardzo, jak może obrzydzać starszy człowiek. Nie, nie wyglądem. Obrzydzała mnie swoimi doświadczeniami i poprzednim byciem, którego skóra była odzwierciedleniem.
- Uważaj na to, co chcesz zobaczyć. To cię zniszczy – powiedziała, nie mrużąc nawet oczu.
- Co proszę? – zapytałam zaskoczona.
- Uważaj na swoje pragnienia. Zniszczą cię.
Odeszła pośpiesznie, zostawiając mnie z dziwnym natłokiem myśli. Wiem, że to nieprawda, nie wierzę w horoskopy i inne tego typu bujdy, szczególnie jeśli są od przypadkowych ludzi spotkanym na ulicy, ale to… to sprawiło, że teraz będę myśleć o tych słowach przez następny cały dzień.

- Gdzie byłaś? Chora będziesz.
Zdjęłam kurtkę, odwiesiłam ją na wieszak, ściągnęłam buty i włączyłam wodę na herbatę.
- Przejść się. Ile można siedzieć w domu.
- Ale w taką pogodę…
- Daj spokój.
Nancy zrobiła skruszoną minę. Zawsze ją robi, gdy jest jej smutno albo głupio. W tym wypadku głupio.
- Zrobiłam spaghetti na obiad. Nałożyć ci? – zapytała po chwili ciszy.
- Nie jestem głodna.
- Na pewno? Myślę, że dobre mi wyszło i…
- Mówię przecież, że nie jestem głodna.
Spojrzałam na jej rozbity wzrok. Nie rozumiem jak, do cholery, można być taką wrażliwą osobą. Podniesiony głos o jeden ton to dla niej powód do płaczu. Wichura w mieście położonym na drugiej półkuli to następny powód do płaczu. Rozbity talerz to również powód do płaczu. Nawet pierwszy znaleziony siwy włos na głowie taty to też powód do rozłamu. Wtedy ojciec tylko podchodzi do niej, obejmuje ją w pasie i głaszcząc po głowie mówi, że taka kolej rzeczy.  Swoją drogą to nie mam pojęcia jakim cudem tata zakochał się w Nancy. Bo mówił wiele razy, że ją kocha. Nancy jest tak drobna, tak krucha i tak wrażliwa, że wydaje się być czymś bardziej narażonym na stłuczenie niż chińska porcelana. Jej głos jest piskliwy, często brzmi jak zapłakany. Nienawidzę słuchać jej opowieści z dnia. Wszystko mówi tak dokładnie tym swoim głosem baranka, że czasem mam ochotę wyjść i tego nie słuchać, bo aż niedobrze mi się robi. Lub po prostu źle. Nancy bardzo się przejmuje. Wszystkim. O tym już wspomniałam, ale czasem jest to naprawdę dobijające. Mój ojciec chyba kocha ją pocieszać. Jest w takim razie naprawdę troskliwym i wyrozumiałym człowiekiem.

Włączyłam głośno muzykę i położyłam się na łóżku z kolejną książką Murakamiego w ręku. Pogrążyłam się w lekturze, choć nie na długo. Cały czas w głowie miałam słowa tej staruszki. „Uważaj na swoje pragnienia” – co to ma znaczyć?
Jakie ja mam pragnienia? Niewiele ich jest. Promocja do następnej klasy z wyróżnieniem, piękna sukienka na balu w ostatniej klasie, zakochać się i takie tam. Typowe marzenia typowej nastolatki.
W końcu do mnie doszło, że tak naprawdę nie są to moje pragnienia. Są to marzenia jakiejś dziewczyny, będącej we mnie, wyglądającej z zewnątrz trochę jak ja i trochę jak zwykła amerykańska dziewczyna. Tyle, że to nie byłam naprawdę ja. Moje pragnienia wyglądały inaczej. Tylko jeszcze nie wiem jak…

Kończąc siedemdziesiątą stronę „Kroniki ptaka nakręcacza”, usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Zobaczyłam na wyświetlaczu imię mojej najlepszej przyjaciółki. Odebrałam, zostawiając książkę i potarganą pościel.
- Słucham? – powiedziałam do mikrofonu.
- Suz, nie uwierzysz. Megan nie żyje.
- Jak to? – spytałam zaskoczona.
- Powiesiła się na żyrandolu. Chociaż nie, nie to jest najlepsze. Wiesz czemu to zrobiła? – mówiła podekscytowana.
- Nie wiem. Czemu?
- Wczoraj Luke z nią zerwał! Bo niby go zdradzała czy coś takiego. Oczywiście to nieprawda, po prostu jej nie chciał, słyszałam, że rwał do Natalie, a Megan tylko mu przeszkadzała. Teraz już w ogóle ma luz – zaśmiała się.
- Eve, dobrze wiesz, że to nie jest śmieszne.
- No nie jest, nie jest, ale żeby zabijać się z powodu chłopaka? Trochę głupie.
- Nie trochę tylko bardzo. Uważam, że nikt nie zasługuje na to by przez kogoś się zabijać. Ale to sprawa psychiki. Najwidoczniej Megan miała ją bardzo słabą.
- Może i tak. Będziesz szła na jej pogrzeb?
- W sumie nie kolegowałam się z nią, ale znałam, więc pójdę.
- No wypadałoby.
- Nie wypadałoby. Robi się to, co uznajesz za stosowne, a nie to, co ci wypada.
- A ty znów się czepiasz…
- Tak, czepiam się.
Nastąpiła dłuższa chwila ciszy.
- Kiedy ten pogrzeb?
- Jeszcze nie wiadomo. Jak się dowiem to od razu zadzwonię.
- Dobrze. To cześć.
- Pa – odpowiedziała. Rozłączyłam się, ponownie powróciłam do lektury.

To było dość dziwne. Nie znałam Megan, ale nie wyglądała na dziewczynę, która mogłaby się zabić przez chłopaka. A jednak.
Szybko zapomniałam o tej dziewczynie, skupiając się na ważniejszych dla mojej osoby faktach. Wciąż w mojej głowie pojawiał się obraz owej staruszki, w kółko. Czułam jej zapach, trochę nieprzyjemny, lecz bardzo przenikający. Wzięłam ręcznik z szafki i wzięłam szybki prysznic. Czułam jej zapach na sobie, jakby mnie otaczał i mogłabym go zmyć strugami ciepłej wody. To było okropne uczucie. Od kilkunastu minut moją mantrą było dokładne spłukiwanie ciała, jakby to miało coś dać. Jakby była jakaś tego przyczyna. Nic się nie dzieje. Nic. Uspokoiłam się. Nic.


1 komentarz:

  1. Fajne, fajne! Ale nie wiem jak jakiś Twoje opowiadanie mogłoby nie być fajne xd
    Kaś

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.