2. O tym, jak pachną wspomnienia i o tym, jak zmieniają sposób myślenia.
Przewijając następne utwory na mojej playliście, zatrzymałam się na jednym, wesołym utworze. Znów poczułam to samo. Ten przyjemny zapach zatykający moje zatoki, pchający się z nikąd do płuc. Czy da się opisać zapach? Słowami, określeniami, cechami? Jak pachną przykładowo róże? Delikatny zapach, przynoszący nam na myśl same przyjemne zdarzenia bądź rzeczy. Ale czy da się opisać zapach cechami, określeniami? Myślę, że to jest mało możliwe. Opisz jakąś sytuację. Krępująca, podniecająca, radosna. To proste. Opisz kolor. Żywy, smutny. Opisz potrawę. Smaczna, ciepła, niejadalna. Opisz zapach. Koniec. Jedyne, czym potrafię opisać zapach to zdarzenia, nasuwające mi się na myśl, czując go.
Ten zapach, który czułam w tej chwili był niezwykły i specyficzny. Pachniał jak wspomnienia. Wspomnienia, które nasuwały mi się przez cały dzień. Te najdziwniejsze, niezwykłe, te, o których dawno zapomniałam, a teraz przypomniały mi się z dziwnych przyczyn. Nie mam pojęcia co mogło być tego przyczyną. Ale wiedziałam na pewno, że byłam skazana na nieświadomie pojawiające się obrazy w mojej głowie.
Jak pachną wspomnienia? Jak Raphael. Mój Raphael.
Czułam wciąż ten sam zapach. Woń unosząca się w powietrzu miała taki sam charakter jak on. Jak każda chwila z nim przebyta. Jak każde spotkanie zakończone czułym pocałunkiem. Jak i to ostatnie zakończone łzami i biegiem. Wspominając te chwile, nie czułam się wyjątkowo źle czy nieprzyjemnie. Wspomniałam je dobrze, ale bez zbytniego uśmiechu na twarzy. Były mi obojętne jak zeszłoroczny śnieg.
Sam zapach nasuwał mi kilka obrazów, które z czasem znikały z mojej pamięci, a dzisiaj powróciły. Były to zwykłe sytuacje, nic nie znaczące, nie mające związku z dalszym biegiem zdarzeń.
Widziałam również inne sytuacje. Nawet te niezwiązane z Raphael’em. Przypomniała mi się impreza sprzed dwóch miesięcy, na której kompletnie urwał mi się film. Nie do końca mi się wszystko przypomniało, ale pamiętałam krótkie urywki ze zdarzeń, w których się nie poruszałam lub siedziałam na miejscu. To jeszcze mój mózg zarejestrował. Ale co z tym czasem, kiedy chodziłam, poruszałam się? Nie pamiętam kompletnie nic. Niesamowite było jednak to, jakiego szybkiego olśnienia dostałam. Z niczego i bez pretekstu, nieświadomie przypominało mi się wszystko.
I znów ten zapach. Czy jest on tylko w mojej głowie, czy ulatnia dokoła mojej osoby?
Pamiętam, jak jednego z dziwnych pod względem pogodowym dnia, spotkaliśmy się. Raphael był niesamowicie niewyspany, noc spędził poza domem, bo ostatni autobus mu uciekł. Oczywiście, że nie podobało mi się to, w ogóle jego późne wyprawy do koleżanek mi się nie podobały, ale nie mogłam mu tego zabronić, choćbym bardzo chciała. Wiele razy mnie uświadamiał, że to jego życie i ma prawo robić w nim co chce, nawet jeśli mi się to nie podoba. Oczywiście dopełniając tradycję, ten monolog również mi się nie podobał.
Rozczochrany, zmęczony i poniekąd zrezygnowany opowiadał mi o swojej nocy w obcym miejscu, w zimnym pomieszczeniu, ale pod bardzo grubą kołdrą i psem na brzuchu. Następnie mijając centrum miasta, skierowaliśmy się do pizzerii na obrzeżach. Zamówiliśmy małą z kebabem, zjedliśmy po dwa kawałki posmarowane sosem pomidorowym. Raphael zjadł jeszcze pół ostatniego, mi został cały jeden. Oparł głowę na moim ramieniu i narzekał, jaki jest śpiący. Mrucząc, niemal zasnął na mnie. Chwilę później usiadł prosto, położył moją jedną rękę na brzuchu, a drugą na plecach. Przytulił się do mnie. Widziałam spojrzenia klientów, obsługujących. Nie przeszkadzało mi to. Czułam jego niesamowity zapach, ciepło i uczucie.
Potem dojadłam mój kawałek, on swój. Resztę zgarnęliśmy na jeden talerz. Weszłam szybko do toalety, poprawiłam lekko rozmazany makijaż. Wyszliśmy, kierując się na koniec miasta. Wtedy nie spodziewałam się, jakie były intencje tego spaceru.
Wcześniej założyliśmy się o piwo, że zrobi coś, czego nie będę w stanie przerwać lub czemu nie będę w stanie zaprzeczyć. Zgodziłam się ze śmiechem. Wziął moją dłoń, nakierował kawałek za chodnik. Rękoma ujął moje policzki, przybliżył się ustami, łącząc nasze ciała w czułym pocałunku. Uwielbiałam to, jak powoli poruszał wargami albo jak wsuwał swój język do moich ust. I wtedy znów to zrobił, gdy tylko dotknął wargami moich ust, poczułam to samo przeszywające ciepło, to samo piękne uczucie. Miał rację, nie potrafiłam tego przerwać. Ale przeczuwam, że już nigdy nie postawię mu mojego przegranego piwa.
Następnie skierowaliśmy się w stronę lasu na samym obrzeżu miasta. Pierwszy raz byłam w tym miejscu, on nie. Opowiadał jak z kolegami pili tutaj piwo, chowając się przed policją. Mijając przestraszonego robotnika po pracy z butelką piwa (coś zbyt często moje życie kręci się wokół alkoholu), który pytał się nas, czy nie mijaliśmy mundurowych, usiedliśmy na ławeczce za strumykiem. Raphael położył głowę n moich udach, zamknął oczy i próbował spać. Wyglądał niesamowicie. Kochałam jego twarz, w którą wpatrywałam się bez przerwy. Miał ładne usta. Jasno różowe, wąskie wargi. Lekko orli nos, na którym wciąż spoczywały okulary korekcyjne i wypukłe, zielone oczy. Raphael był wysoki, ale chudy. Przy jego stu osiemdziesięciu centymetrach jego szczupłe ciało wyglądało dość nieproporcjonalnie, ale nadrabiał to szerokimi koszulami i czarnymi rurkami.
Po kilku minutach stwierdził, że mu niewygodnie, więc szliśmy dalej w stronę lasu. Zeszliśmy z drogi, usiedliśmy na zwalonym konarze jakiegoś drzewa liściastego. Całowaliśmy się znów tak długo, znów tak jak za pierwszym razem. Wtedy czasu się nie liczy, ale minęło go sporo. W pewnym momencie przerwał nam deszcz, który pojawił się niemal z błękitnego nieba. Pogoda tego dnia była niezwykle dziwna, na czystym niebie co jakiś czas pojawiały się groźne, burzowe chmury straszące swoją masywnością i kolorem. Kończyło się tylko na kilku minutowym letnim deszczyku.
Z każdym następnym wspomnieniem Raphaela jego zapach nasuwał mi się coraz bardziej. Czułam go nie tylko w zatokach, ale i na języku, dusił mnie w gardle niemal jak trucizna.
Pamiętam imprezę u mnie, mocno zakrapianą. Po tanim winie, dwóch piwach i kilku drinkach byłam już nieźle nie w temacie. Nie spałam całą noc, co dało mi większe szanse na pamiętanie tego wieczoru, ale i tak były to tylko wyblakłe obrazy. A teraz już pamiętam wszystko. Przyszło to do mnie nagle, bez przyczyny. Pamiętam pocałunki z jednym z chłopaków, potem to, jak przeniosłam się z nim do namiotu i co tam robiłam. I to, jak staraliśmy się zasnąć objęci.
To było tydzień po mojej pierwszej randce z Raphael’em. W sumie polubiłam go, nawet bardzo. Czułam, że z tej znajomości mogłoby być coś więcej. Miałam okropne wyrzuty sumienie. Kac moralny nawet do dziś mnie dręczy. Pamiętam, jak z nim rozmawiałam na ten temat. Powiedział, że mi wybaczył, ale wszystko zależy ode mnie, czy to ja będę w stanie sobie samej wybaczyć. Nie wierzyłam mu. Czule mnie pocałował, udowadniając prawdziwość swoich słów. Był wtedy gorący, letni dzień. Jeździliśmy razem na rowerach. Śmiał się, że jeżdżę jak samobójca, bo środkiem drogi. Jeszcze wtedy zajechaliśmy do moich przyjaciół, poznał kilka osobników. W sumie mało znaczących dla mnie osób. Jak na chwilę obecną tylko jedna z nich coś się liczy. Przez te kilka miesięcy wszystko się pozmieniało…
Najciekawsze było to, że o Raphaelu zapomniałam kilka tygodni temu. I nagle znikąd wciąż przed oczami mam jego obraz. Chciałam się pozbyć tego, jego zapachu, uśmiechu, całej postury, ale po prostu nie mogłam.
Czułam się bardzo dziwne. Tak dziwnie, że nawet nie potrafię tego określić. Ale jedno jest pewne. Wiem, że w najbliższym czasie coś się zmieni. Coś, co całkowicie zmieni mój sposób myślenia i postrzegania świata. Coś, co może zabierze mnie z tego świata albo coś, co pomoże narodzić się na nowo. Ale wiem, że na pewno będzie to związane z Raphael’em. Tego jestem pewna całkowicie.
3. Całkowita pustka, ciąg dalszy wspomnień i brak jakiegokolwiek sensu.
Chciałam się skupić na pracy domowej, przepisywaniu zeszytów, czytaniu książek, czymkolwiek, ale nie mogłam. Zupełnie niespodziewanie rozbolała mnie głowa. Pomimo panującego chłodu na zewnątrz i siąpiącego deszczu, nawet nie ubierając na siebie bluzy, wyszłam i usiadłam przed domem na jednej z całkowicie mokrych ławek. Nancy nie widziała jak wychodzę, co oczywiście było dla mnie lepsze.
Miałam ochotę siedzieć w deszczu tak długo, aż poczuję wilgoć na każdej komórce mojego ciała, nawet tej wewnątrz. Nie obchodziły mnie konsekwencje takie jak choroby czy inne zapalenia. Chciałam być m o k r a. Pragnęłam by ta mieszanina pierwiastków przeniknęła moje ciało do samego końca, nawet nie do suchej nitki, ale całkowicie. Czułam, że to stanowiłoby w pewnym rodzaju oczyszczenie. Posiadłabym brud i nieczystości otaczającego mnie świata, poczułabym się w końcu częścią otaczającego mnie globu, czując jego produkty we mnie. Uznałam, że jest to niezbędne by połączyć się w końcu z całym światem, z każdym jego pierwiastkiem i atomem, a nie pojedynczymi osobami lub rzeczami. Pragnęłam stać się światem.
Nie wiem, czy minęło dziesięć minut czy godzina. Wiem, że wszędzie czułam przenikliwy chłód, lecz nie byłam w stanie rozróżnić czy to był m ó j chłód, będący we mnie, czy chłód panujący na zewnątrz.
W tym czasie nasunęło mi się kilka myśli. Wszystko dzieje się za szybko. Chcę, by wszystko zwolniło. Bo nie chodzi mi o odpoczynek od otaczających mnie myśli. Właśnie chcę się złączyć z nimi. Chcę bardziej zrozumieć świat. Chcę zrozumieć jego postępowanie i nauczyć się przewidywać następne sytuacje, ale wszystko dzieje się za szybko, by tego dokonać. Potrzebuję krótkiej przerwy od zdarzeń, które przyspieszają bieg wydarzeń. A mianowicie potrzebuję przerwy od ludzi. Odizoluję się od nich, co już od dawna powoli następuje. Moje kontakty ograniczą się tylko do szkolnych. Nie mogę już dłużej znieść widoku ludzi. I tych, co nasuwają pewne wspomnienia i tych obcych mi.
Ograniczenie kontaktów będzie z pozoru proste. Głębiej się nad tym zastanawiając, można zauważyć, że tak naprawdę każdy ma każdego gdzieś. Pozorne słówka; „trzymaj się”, „martwię się o ciebie” czy „zależy mi na tobie” to tylko suche kłamstwa mające na celu wywołanie uśmiechu na twarzy drugiej osoby, bo jej smutek lub inny odmienny stan będzie nam nie na rękę. Może zainteresują się mną przez chwilę, ci, którzy wydawali się przyjaciółmi. Potem zainteresowanie minie i w spokoju będę mogła pomyśleć nad tym wszystkim. Nad szybko lecącym światem, przypominającym japoński pociąg, który z czasem zwolni, jakby miał się zatrzymać na jakiejś stacji. I wtedy wyruszy znów w tę samą trasę, ale z nowymi pasażerami. Naprawdę czuję, że moje życie się zmieni. Stanie się to niebawem. Albo może jest to tylko moje p r a g n i e n i e? To, o czym mówiła ta nieszczęsna staruszka. Pragnę zmiany, nie zmiany otoczenia, ale zmiany stylu życia i nowych osób.
Mówiła, żebym uważała na swoje pragnienia. Ale co złego jest w chęci zmian? Sposób ich spełniania.
Albo…? Nie, ja za dużo się zastanawiam.
Poczułam wbijające się igły w moje ciało, w każde miejsce na moim ciele, a szczególnie w dłonie i twarz. Wróciłam do domu, wytarłam się jakimś suchym ręcznikiem, przebrałam mokre ubrania. Zakręciłam grzejnik, który dawał mi ciepło w pokoju. Usiadłam na brzegu łóżka w samej koszulce i krótkich spodenkach. Testowałam swoje ciało i reakcje na nie. Czuła się taka pusta. Jakby żadne czynniki zewnętrzne do mnie nie docierały. Pragnęłam obalić ten mit.
Siadając mu na kolanach, przybliżyłam się do jego słodkich ust. Już niemal czułam ich ciepło na swoich, gdy Raphael zabrał twarz sprzed mojej.
- Nie ma tak dobrze – zaśmiał się.
- Czemu? – zapytałam zdziwiona.
- Temu, że ostatnio mi zasugerowałaś, że jestem z tobą tylko dla twojego ciała i fizycznych doznań, więc przez ten cały dzień uświadomię ci, że tak nie jest.
- Nie musisz, wierzę – uśmiechnęłam się – naprawdę, ja wtedy tylko tak żartowałam, wierzę w twoje dobre intencje.
- Nie, nie, nie. Już raz powiedziałaś coś innego, więc udowodnię ci jaka jest prawda. I mogę w ogóle cię nie dotykać i tak zrobię, przez cały dzisiejszy dzień i w ogóle cię nie dotknę przez następne. Za dwa lata może dopiero – upierał się.
- Ale Raphael… Stęskniłam się za twoimi słodkimi ustami.
Posłałam mu zadziorny uśmiech, na który jego mina w ogóle się nie zmieniła. I to już przestało mi się podobać. Owszem, uwielbiam go jako osobę, ale jako ramiona do przytulania i usta do całowania tak samo go uwielbiam. Miałam ochotę na te czułe pocałunki, którymi mnie darzył za każdym razem. Nieraz były słabe, jakby miał zaraz odpuścić, oderwać się ode mnie i kończąc całowanie krótki, ale za to bardzo przyjemnym buziakiem. A nieraz były silne, tak mocno, że niemal traciłam dech w piersiach, tlen z płuc mi uciekał, a moje nozdrza zatykały się, jakby całe ciało wyłączało swoje funkcje życiowe, chcąc czuć tylko jego usta bądź język. Energia jego całusów była tak zróżnicowana, że aż kręciło mi się w głowie od naporu doznań, jakich mi dostarczał. Jeszcze n i k t mnie tak nie całował, a kilku takich było.
- Obraziłaś się? – zapytał całkowicie uśmiechnięty.
- Nie.
- Obraziłaś się – śmiał się.
- Nie, za co miałabym się obrazić?
- Chodź ze mną – złapał mnie za rękę, ciągnąc w nieznaną stronę. Pierwszy raz byłam tutaj. Przyzwyczaiłam się, że Raphael lubił prowadzić mnie po miejscach, których kompletnie nie znałam.
- Gdzie idziemy? – zapytałam w pewnym momencie.
- W ciemny, straszny, mroczny, czarny zaułek.
- Tak jak za pierwszym razem? – pokazałam mu język.
- Może.
- Przecież Ty dzisiaj trzymasz mnie na dystans, więc po co gdzieś idziemy?
- Siadaj.
Usiedliśmy na ławce, która stała przed nami. Siedzenie miała tak wysoko, że prawie nie dosięgałam stopami podłoża. A właściwie w ogóle nie dosięgałam, nogi bezwładnie wisiały mi w powietrzu.
- Obraziłaś się.
- No może troszkę.
- Oj już przestań – uśmiechnął się do mnie - Koniec testu.
- Nie wierzę ci teraz. Udowodnij.
- Chodź tu mała – przyciągnął moją twarz do swojej, słodko całując moje usta. Wyśnione, wymarzone. Szczególnie mi potrzebne, ponieważ tęskniłam za nimi, a dzisiaj szczególnie – po jego groźnie brzmiących groźbach.
Następnie poszliśmy do owego miejsca, które określił jako ciemny, mroczny, straszny, czarny zaułek. Były to jakieś schodki i zamurowanego wejścia, otoczonego trawą i kilkoma samochodami. Za nami były wysokie budynki a przed – wyburzany stopniowo dom. Nikt tutaj nie zaglądał, czasem tylko ktoś przechodził na skróty. Cisza i samotność w środku miasta – niesamowite.
Jego dłonie szybko znalazły się pod moją koszulką i szukały rozpięcia od stanika. Co jak co, ale w celibacie Raphael długo wytrzymać nie potrafi.