6. I kiedy brak już
innych środków, pozostają same przemyślenia, a czasem i nawet zmiany.
- Wiesz o co chodzi w związkach rozpoczętych w naszym
wieku? - zapytał.
- No nie wiem, miałam kilka, ale że dorosła nie jestem to
nie mam porównania co będzie za 10 lat.
- Ja na przykład nie chcę mieć dziewczyny. Ani dzisiaj, ani
jutro, ani nawet za 3 lata. Minimalna granica to jak skończę 20 lat. Wiesz
czemu?
- Bo chcesz zostać 20-letnim prawiczkiem? – zaśmiałam się.
- Nie! Jeśli osoba, na którą trafimy, naprawdę ma szczere
zamiary i kocha, nie liczy się doświadczenie fizyczne.
- Tylko przez brak doświadczenia fizycznego często psuje
się wiele związków, kochany. Laski nie chcą cieniasów, którzy dochodzą po
minucie. Szczególnie w wieku dwudziestu lat.
- Ty może nie ingeruj tak co ja mogę zrobić zasobem mojej
bielizny tylko się skup. Związki w naszym wieku są bezsensu. Całkowicie
niedojrzałe, opierające się na zmianie statusu na facebooku, całowaniu przy
znajomych i mówieniu ‘kochanie, misiaczku, słoneczko’ w każdej możliwej chwili.
- Skąd możesz to wiedzieć skoro nie miałeś nigdy
dziewczyny? – zapytałam.
- Ale mam znajomych, Suzie. Czasem stawałem się również
ofiarą półtora randek. Czyli ja i para. I widzę jak się zachowywali.
- Może i trochę racji masz… Fakt, trafiałam na samych
debili, a związki to było coś między farsą a komedią.
- Sama widzisz. Nawet jakbyś miała partnerów 6 lat
starszych, co już jest dziwne… mniejsza, i tak to by było niedojrzałe. Bo wiesz
co? Masz szesnaście lat. Jesteś nastolatką, dzieciakiem, zwykłym gówniarzem,
który teraz się uczy, zajmuje koleżankami, a nie związkami, które są tak ważne
w życiu dorosłym, a nie nastoletnim. Jako dorosła osoba powinno się kogoś mieć,
myśleć o dzieciach, małżeństwie, wspólnym mieszkaniu i psie. A nie teraz, kiedy
związki ograniczają się do spacerków i gadu-gadu.
- Cholera, czasem mądrze gadasz Stievie – uśmiechnęłam się
do niego, widząc jego minę po nazwaniu go tak zdrobniale. – Nie chciałeś nigdy
mieć żadnej dziewczyny? Żadna Ci się nie podobała?
- Podobała. Ale nie chciałem związku – odpowiedział pewnie.
- Ciekawa jestem kiedy ty się stałeś taki dorosły… czy choć
kiedyś byłeś dzieciakiem bawiącym się zabawki, czy od razu byłeś takim
sztywniakiem.
- Nie! Nie jestem nawet teraz sztywniakiem. Źle mnie
określasz. Jestem przecież wyluzowany! Ale jednocześnie odpowiedzialny aż nadto
jak na swój wiek.
- Sztywniak, sztywniak! – śmiałam się do niego.
- Udowodnić Ci, że nie?
- Haha, ciekawe jak – pokazałam mu język.
- No wymyśl jak mam ci to udowodnić!
- To mnie pocałuj.
Cholera, czemu ja to powiedziałam? Jeszcze nigdy nie
widziałam u kogoś takiego okropnego wyrazu twarzy. Było to coś pomiędzy
skopanym psem a rozwścieczonym nauczycielem.
- Przepraszam, głupi żart – powiedziałam cicho.
- Myślałem, że te lekcje dały ci coś do zrozumienia.
Myliłem się.
- Ale ja tylko żartowałam!
- Nie widzę żebyś była specjalnie skruszona. To chyba na
dzisiaj byłoby tyle. To cześć – odszedł bez nawet spojrzenia na mnie. On ma
taką cholerną rację. We wszystkim. Nienawidzę gdy ktoś ma więcej racji niż ja,
bo wtedy czuję się bardzo głupio i na bardzo głupią. Wiem, że zrobiłam i
powiedziałam źle. Psuję wszystko, co fajne – mój najnowszy talent. Mam
nadzieję, że mu minie, bo potrzebuję go, stał się kimś w rodzaju mojego guru.
Wróciłam do domu z opuszczoną głową, nawet nie zareagowałam
na czyjeś ‘cześć’ w moją stronę. Myślałam nad wszystkim po kilka razy. Gówno.
Gówno prawda, zero racji. Potrzebuję kogoś. Nie przyjaciela. Kogoś, kto się mną
zaopiekuje, obroni mnie przed złośliwcami, przytuli gdy będę smutna i
uśmiechnie się gdy tego zechcę. Jak to mówią, na miłość trzeba zaczekać aż sama
zapuka do naszego serca, a nie szukać jej na siłę… w sumie fakt, bo kiedy
szukałam to otrzymywałam same niewypały. Teraz poczekam. Nie wiem jak długo,
ale będę czekać, pomimo tego, co się dzieje, pomimo tego, co mówi Steve i
pomimo wszystkiego.
- Suzannah, musimy porozmawiać – usłyszałam oschłe
powitanie przy wejściu.
- Może najpierw ‘cześć dziecko’? A nie od razu tak niemiło.
Co znowu zrobiłam? – zapytałam.
- Nic nie zrobiłaś. Po prostu zbyt często wychodzisz, co jest
dość dziwne w twoim przypadku.
- Dzięki tato.. dobrze wiedzieć, że myślisz, że nie mam
znajomych.
- Nie o to mi chodziło. Spotykasz się z jakimś chłopcem?
- Nie. Po prostu wychodzę ze znajomymi. I tyle. A teraz idę
do swojego pokoju, pa – pocałowałam go w policzek i szybko ulotniłam się do
mojej sypialni, bowiem nie mogłam znieść tego buraczkowego odcieniu na moich
policzkach. Spotykanie się ze Stevem to nie ‘spotykanie się’ tylko zwykłe
wychodzenie. Chociaż…? Nie. Teraz to już wszystko stało się nieważne. Polubiłam
go, nawet bardzo. Sama nie wiem za co. Za tę lekkość w wymawianych zdaniach, za
pewność w swoich poglądach i za chęć dzielenia się nimi ze mną. A że już go
poznałam trochę, wiem, że być może to wszystko zepsułam. Swoją głupią, dziecinną
naiwnością. Bo istnieje coś między naturalnym, ludzkim pociągiem do drugiej
osoby i wiadomym zakazie jakiejkolwiek bliskości. On nawet nie chciał się
obejmować na pożegnanie czy powitanie.
Rozpłakałam się. Z mojej obojętnej miny zrobiła się twarz
rozwydrzonego dzieciaka z opuchniętymi i czerwonymi oczami. Było mi szkoda tej
wspaniałej znajomości, szkoda wszystkich moich życiowych wybryków, które sobie
uświadomiłam dzięki niemu i szkoda siebie. Pomimo, że uważałam siebie za wielce
dorosłą, dopiero on mi uświadomił, że jestem głupią gówniarą udawającą mądrą,
alternatywną geniuszkę. Nie dość, że głupia to i naiwna. Bo wciąż liczyłam na
jakiś odzew od Raphaela, liczyłam na telefon od Steve’a, liczyłam na cokolwiek,
co mogłoby mi pomóc uratować się z tej beznadziejnej depresji. Moja rozpacz
podczas ostatniego miesiąca sięgnęła zenitu. Jestem tak bardzo spragniona
szczęścia, że szukałam go w każdym kącie, a gdy go tam nie było; byłam jeszcze
bardziej nieszczęśliwsza. Teraz jestem tak bardzo nieszczęśliwa, że mogłabym
równie dobrze umrzeć. Samobójstwo? Nie, nie mogę. Boli mnie serce, ale innych
zabolałoby jeszcze bardziej. Jedyne czego pragnę to żeby bolało mnie coś
jeszcze bardziej niż boli mnie teraz serce.
Rozejrzałam się po pokoju, przypomniałam się o moim
skromnym zestawie do szycia. Z trzęsącymi się dłońmi i rozmazanym widokiem
otworzyłam pudełko, szukając w nim czegoś ostrego. Do moich rąk od razu wpadła
żyletka, która już musnęła mnie w palec, sprawiając lekki ból i krwotok.
Wzięłam ją ostrożnie do ręki, przejechałam po boku nadgarstka by było to jak
najmniej widoczne. Przejechałam lekko, robiąc zaczerwienienie na skórze.
Przejechałam mocniej; z mojej skóry zaczęło wypływać kilka kropel
ciemnoczerwonej krwi. Znowu przejechałam, i znowu. A kiedy bolało już mnie tak
bardzo mocno, że bolały mnie usta od zaciskających się na nich zębów, przerwał
mi dźwięk sms-a. Miałam nadzieję, że to Steve. Jednak to nie był on, a nadawca
zdziwił mnie jeszcze bardziej. To była wiadomość od Raphaela.
woow, no nieźle :o dawaj dalej, bo się ciekawie robi. ah i znalazłam dwa małe błędy. jeden "bardziej nieszczęśliwsza" nie wiem, jak Tobie, ale mnie tu pasuje po prostu 'bardziej nieszczęśliwa' xd ah i przy lekkim nacięciu nie ma od razu krwotoku xd no i tyle, nic więcej nie zauważyłam. piisz dalej :3
OdpowiedzUsuńcat
Ten 'krwotok' to taka przenośnia Cat :p A co do pierwszego to faktycznie błąd.
Usuńło matko! ej niech ona się nie tnie :D na pewno już to kiedyś mówiłam, ale jak czyta się twoje opowiadanie to dodatkowo trzeba myśleć co się czyta, bo inaczej się tego nie ogarnie :D Ale fajne, podoba mi się, dajesz następnego <3
OdpowiedzUsuńizzy
Nie lubię tego Steviego. Ma głupie poglądy i to właśnie on sprawia wrażenie, jakby na siłę udawał nie wiadomo jak dorosłego. Daj kolejnego parta, powkurwiam się jeszcze trochę :D
OdpowiedzUsuńAle poważnie, dawaj szybko, bo chcę wiedzieć, co w tej wiadomości :> I informuj na blogu, że jest nowy part, ok? Bo ja nigdy nie wiem xd
-M
Boziu, że ja to dopiero czytam :D Dawaj dalej człowieku, bo mnie ciekawi co ten Rafał chciał! I niech ona się nie tnie no ej! Ja tez nie lubię ludzi typu jestem najdoroślejszy i najmądrzejszy, ale ten koleś jest jakiś taki... no ja nie wiem ma coś w sobie. / G
OdpowiedzUsuń